16 kwietnia 2013

world

Nie żyję. Za dużo myślę. Nie żyję, tylko myślę.
I znów: budzik w środku nocy, ciemność za oknem, ból głowy i mdłości. Zajęcia, zakupy, obiad. Nie chcę tak żyć, tak normalnie…
A świat mnie przeraża. Konsumpcjonizm, nietolerancja, wszystko. Dlatego od niego uciekam i zamykam się w czterech ścianach myśląc, że to coś zmieni, że to coś pomoże.
A gdy wyjdę – sztuczność, zawroty głowy i otępienie światem.
Idę w tłumie jak owca, czerwone światło – stoimy, zielone – jak stado zwierząt ruszające, gdy otwiera się zagroda.
Ja, nosząca bezpłciową kurtkę przeciwdeszczową. Ja, wkurwiająca się, gdy ktoś mówi do mnie jak do dziecka – znak, że jestem stara. Ja, permanentnie gubiąca się w centrach handlowych i supermarketach. Ja, przestraszona kolorowymi ubraniami w sklepach i nachalnymi ekspedientkami.
Ja, dla której nikt nie jest dobry i ja nie jestem dobra dla nikogo.
Ale czasem chcę się upić tak bez powodu. I czasem czegoś mi brakuje tak w środku, jakby części mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz