I znów: budzik w środku nocy, ciemność za oknem, ból
głowy i mdłości. Zajęcia, zakupy, obiad. Nie chcę tak żyć, tak normalnie…
A świat mnie przeraża. Konsumpcjonizm, nietolerancja,
wszystko. Dlatego od niego uciekam i zamykam się w czterech ścianach myśląc, że
to coś zmieni, że to coś pomoże.
A gdy wyjdę – sztuczność, zawroty głowy i otępienie
światem.
Idę w tłumie jak owca, czerwone światło – stoimy, zielone
– jak stado zwierząt ruszające, gdy otwiera się zagroda.
Ja, nosząca bezpłciową kurtkę przeciwdeszczową. Ja, wkurwiająca
się, gdy ktoś mówi do mnie jak do dziecka – znak, że jestem stara. Ja, permanentnie
gubiąca się w centrach handlowych i supermarketach. Ja, przestraszona
kolorowymi ubraniami w sklepach i nachalnymi ekspedientkami.
Ja, dla której nikt nie jest dobry i ja nie jestem dobra
dla nikogo.
Ale czasem chcę się upić tak bez powodu. I czasem czegoś
mi brakuje tak w środku, jakby części mnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz