Rozchorowałam się akurat w wolne. Większość ludzi uznaje to za
pecha, ale ja jestem dziwna, inna i nienormalna - w roku
akademickim żyję w ciągłym panicznym strachu, że zachoruję i opuszczę
zajęcia, a tak - mogę sobie pochorować w spokoju. I mam wymówkę na nicnierobienie.
Poza tym, moje zamiłowanie do świeczek skończyło się zasypianiem z lodem w dłoni i miską lodowatej wody przy łóżku.
A jutro znów uderzam w trasę. To dobrze. Bo czasem do szczęścia jest mi potrzebny tylko fotel kierowcy,
muzyka w głośnikach, droga przede mną, 100 km/h na liczniku, światła mijanych
samochodów, wschodzące słońce we bocznym lusterku i ciepłe powietrze, którym samochodzik
mnie grzeje po mrozie na zewnątrz...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz