13 lutego 2013

vegetation

Rozchorowałam się akurat w wolne. Większość ludzi uznaje to za pecha, ale ja jestem dziwna, inna i nienormalna - w roku akademickim żyję w ciągłym panicznym strachu, że zachoruję i opuszczę zajęcia, a tak - mogę sobie pochorować w spokoju. I mam wymówkę na nicnierobienie. 
Poza tym, moje zamiłowanie do świeczek skończyło się zasypianiem z lodem w dłoni i miską lodowatej wody przy łóżku.
A j
utro znów uderzam w trasę. To dobrze. Bo czasem do szczęścia jest mi potrzebny tylko fotel kierowcy, muzyka w głośnikach, droga przede mną, 100 km/h na liczniku, światła mijanych samochodów, wschodzące słońce we bocznym lusterku i ciepłe powietrze, którym samochodzik mnie grzeje po mrozie na zewnątrz...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz