15 marca 2013

alone?

Czasem widzę kogoś, widzę coś albo tylko wspominam i doprowadzam się do drżenia wnętrza i zewnętrza, galopowania serca i pragnienia gryzącego dymu w płucach. Pragnienia wtulenia się w czyjeś ciepłe ciało, żeby odgonić wszystko, co złe.
Ale nie. Bo ja zbliżam się do kogoś, a potem uciekam, odpycham, ranię. Chyba relacje międzyludzkie mnie przerastają. Chyba za bardzo się boję. Choć czasem chciałabym, jak inni, zmienić się, inaczej się ubierać, zachowywać, nawet wzrok mieć inny, sposób bycia, świata poza kimś nie widzieć. Ale może to nie dla mnie. Może jednak chcę być tylko i wyłącznie sobą. Może nie potrafię dzielić z kimś przestrzeni, dzielić z kimś życia.
A tak przerażająco łatwo przyzwyczaić się do samotności…
Może zostanę starą panną, świrniętym naukowcem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz