Nienawidzę wariować, bo nie wiem, co on myśli, co czuje. Bo
może nie chce mieć ze mną nic wspólnego.
Nienawidzę wpływu innych ludzi na mnie, tego, jak
przejmuję ich zachowania, preferencje, czasem uczucia.
Nienawidzę tego, że zaufałam i nienawidzę tego, jak
bardzo swobodna jestem, jak mogę powiedzieć wszystko i wiem, że zostanę
zrozumiana.
Nienawidzę tych sytuacji, kiedy praktycznie czytamy sobie
w myślach. I jak podobnie się czujemy danego dnia. I jak podobni jesteśmy w
ogóle.
Nienawidzę tego stresu, uczuciowego zamętu, niepewności.
Może dlatego się odsuwam.
Może to dobrze. Może jestem zbyt chwiejna, zbyt chłodna
emocjonalnie, zbyt przyzwyczajona do samotności. Może jestem zbyt egoistyczna i
przestraszona. Może jestem zbyt zniszczona, by móc coś komuś zaoferować.
Ale jednak przeraża mnie wizja samotnego życia, z dnia na
dzień, z tygodnia na tydzień. Praca, pies, rachunki. Samotnie wypite piwo
wieczorem, samotnie obejrzany serial. Ciemne, ciche mieszkanie. Żadnego
ciepłego ciała obok. Żadnego „my”, zawsze tylko „ja”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz