Każdy dźwięk, każde uderzenie w gitarę, każdy bas
odblokowuje jakieś wspomnienie, jakieś uczucie, jakąś emocję.
Rozmowy na przerwach, trzymając się za ręce. Jego oczy
koloru mlecznej czekolady. Jego włosy pod moimi palcami. Kąciki jego ust. Jego
wargi. Jego ręce obejmujące mnie. Zarys mięśni na przedramionach. Rowek na jego
klatce piersiowej. Jego oddech i bicie jego serca. Drżący głos, gdy pierwszy
raz powiedział mi, że mnie kocha. Szczęście w jego oczach. Moje własne
szczęście, gdy stawałam na palcach i go całowałam, gdy zarzucałam mu ręce na
szyję i wtulałam się w niego.
Jak to możliwe, że najszczęśliwszy okres mojego życia
wywołuje we mnie łzy, i to nie nostalgii? Że najszczęśliwszy okres mojego życia
stał się tym najgorszym? Że tak strasznie wspominam czas, kiedy byłam zakochana…?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz