8 sierpnia 2013

just music

Muzyka i wspomnienia, to rzeczywiście cholernie mocne połączenie.
Każdy dźwięk, każde uderzenie w gitarę, każdy bas odblokowuje jakieś wspomnienie, jakieś uczucie, jakąś emocję.
Rozmowy na przerwach, trzymając się za ręce. Jego oczy koloru mlecznej czekolady. Jego włosy pod moimi palcami. Kąciki jego ust. Jego wargi. Jego ręce obejmujące mnie. Zarys mięśni na przedramionach. Rowek na jego klatce piersiowej. Jego oddech i bicie jego serca. Drżący głos, gdy pierwszy raz powiedział mi, że mnie kocha. Szczęście w jego oczach. Moje własne szczęście, gdy stawałam na palcach i go całowałam, gdy zarzucałam mu ręce na szyję i wtulałam się w niego.
Jak to możliwe, że najszczęśliwszy okres mojego życia wywołuje we mnie łzy, i to nie nostalgii? Że najszczęśliwszy okres mojego życia stał się tym najgorszym? Że tak strasznie wspominam czas, kiedy byłam zakochana…?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz