6 sierpnia 2013

there’s nothing there

Nie widzę siebie w wieku 40 lat. W wieku 30 – może jeszcze, ale 40? Nigdy. Mam wrażenie że stanie się coś strasznego, że w ciągu tych 10, 20 lat tyle może się zmienić, tyle złego może się zdarzyć i że zdarzy się, i że będzie to coś, po czym już się nie pozbieram; że co chwilę moje życie się rozsypuje i to, że teraz jest w miarę dobrze, jest jak domek z kart.
A przerażająca prawda (choć taka, której do siebie nie dopuszczamy) jest taka, że nie ma Boga, nie ma miłości, nie ma sensu życia, jesteśmy tylko zwierzętami, tak się nieszczęśliwie stało, że obdarzonymi świadomością, ale tylko zwierzętami, a nasze istnienie nie ma najmniejszego sensu…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz