Ale nie, to nie to.
Piąta rano, było już prawie jasno. A parę miesięcy temu o
5 wstawałam… ale wtedy było całkiem ciemno. Chyba jestem skazana na życie w
ciemności.
Spać – oznacza dla mnie ostatnio leżeć w ciemnym pokoju,
słuchać przerażającego bicia swojego serca i pławić się w beznadziejności,
odganiać gryzącą mnie przyszłość i przekonywać siebie, że nie ma czego się bać,
że trzeba od czasu do czasu trochę pospać, na chwilę umrzeć, narażona na wszechobecne
ciemne demony.
Znów czuję się rozszarpywana na kawałki, tracę grunt pod
nogami. Ćwierć centymetra sześciennego… może nie czystego szczęścia, ale dzięki
temu czułam się prawie jak normalny człowiek, prawie normalnie mogłam żyć.
Ta gęsta, ciemna mgła we mnie. Ona mnie paraliżuje, ale
jest dobra, jest znajoma… nie odciągaj mnie od niej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz