Bo jestem. Zawsze sobie mówię, że samotność jest ok, że
jestem stworzona do samotności i wiem, że to prawda, po tylu perypetiach – wiem
to. Ale czuję się samotna. Osamotniona. Czuję, że mam dość zasypiania z
maskotką mocno przytuloną do piersi zamiast z czyimś ciepłym ciałem obok. Lub chociaż
pod powiekami. Czuję, że chcę, chcę tego wszystkiego, czego nigdy nie chciałam.
Albo chciałam, ale nie potrafiłam. Czuję, że chcę, ale wiem, że nie potrafię
nadal. Może nigdy nie będę potrafić. A może będę. Nie dowiem się, jeśli nie
spróbuję… ale jak? I czy kiedykolwiek się odważę? Wiedząc, jaka jestem? I po
tym, co przeszłam? Jak to boli, gdy ktoś płacze, bo zdradził ją ktoś, z kim
była przez 4 lata… Boli nie z empatii, boli dlatego, że dla mnie ten problem
jest niczym, cholernym niczym po tym, przez co przeszłam ja. Boli, bo
chciałabym mieć taki problem… i to mnie przeraża.
I przeraża to, że budzą się pragnienia. Uśpione
pragnienia bycia żoną, może nawet matką. Pragnienia, których nigdy nie miałam lub
nie sądziłam, że będę mieć. Czasem chcę tylko mieć kogoś, by się przytulić,
wyznać wszystko i jeszcze więcej, złapać za rękę… po prostu kogoś.
Żałosne dziewczęce gadanie.
Kolejny raz piszesz jakby o mnie. Czuję to samo, chociaż staram się z tym walczyć, robić dobrą minę do złej gry. Ale dłużej już się tak chyba nie da.
OdpowiedzUsuńnawet nie wiesz jak bardzo Cię rozumiem i jak bardzo chciałabym Cię teraz przytulić...
OdpowiedzUsuńwieczory są najgorsze