Nie sądziłam, że kiedyś to powiem, ale… tęsknię za zimą.
Może nie tęsknię, ale nie pogniewam się, gdy spadnie śnieg. Brakuje mi tego.
Wszędzie zimno, wszędzie biało. Nieskomplikowana biel i nic więcej. Mróz, który
rozjaśnia umysł i świat. Wszystko jest jasne i czyste. Uporządkowane. A to
przekłada się na mnie i na mój umysł. W tym roku złapałam doła, gdy przyszła
wiosna. Dziwne, ale… na swój sposób logiczne. Poza tym, wiosna nie była
dopasowana do mojego stanu umysłu, ten dysonans mnie męczył. Cholera, chyba
każda zmiana mnie męczy, nawet zmiana pór roku…
Ale zmiana domu na stancję, jak na mnie, przebiegła
całkiem sprawnie. Właściwie poczułam się trochę, jakbym wróciła do dawno nie
odwiedzanego domu…
I zajęcia. Nie są może tak fajne jak w zeszłym roku no i
dużo więcej trzeba latać po mieście, ale przynajmniej jest ich dużo. Nie mam
czasu myśleć – i dobrze. W nocy przeważnie śpię, bo jestem zbyt padnięta. To
dobrze, bardzo dobrze.
A śnieg niech spada jednak dopiero, gdy Samochodzik wróci
od mechanika, bo komunikacją miejską to mam dojazd wprost masakryczny.
Uwielbiam zimę, czekam na śnieg. O ile dobrze pamiętam to rok temu pierwszy śnieg spadł pod koniec października. Może teraz też tak będzie?
OdpowiedzUsuńOby nie, bo znając moje miasto, padnie komunikacja i nigdy nie dojadę na uczelnię ;<
Usuń