A czas to przecież tylko kolejny wymiar. To co będzie,
już było. To co było, dopiero będzie. Już dawno wszyscy umarliśmy. Wszystko jest względne. Chaotyczne. Inscrutable i abstruse.
A może w każdym kwarku jest osobny wszechświat, myślę,
patrząc na przemykającą za oknem szynę.
Stojąc z obojętną miną, próbując wytworzyć odpychające
pole magnetyczne, gdy ludzie włażą w moją – tak szeroką – strefę osobistą. Zgarbiona,
bezwładna. Martwe oczy – a wewnątrz krzyk. Przekleństwa, jak zdarza mi się
tylko w aucie. Frustracja zaczynająca się w dłoni i rozchodząca na całe ciało,
jak przeszywający ból nerwu od czubka palca, przez tułów aż do szyi.
Bakterie wszędzie bakterie zjedzą mnie zjedzą mnie zjedzą
a potem umrę i zjedzą mnie jeszcze bardziej.
Współczuję Ci bo widzę jak cierpisz... "Martwe oczy – a wewnątrz krzyk." - dokładnie to rozumiem... Mam nadzieję, że mimo wszystko dasz radę, naprawdę w Ciebie wierzę! Powodzenia Acilya...!
OdpowiedzUsuńMoże nie cierpienie... do cierpienia to jeszcze daleko. Ale frustracja i brak... czegoś. Dzięki :)
Usuńuspokoiła mnie Twoja odpowiedź. coś już we mnie drgało, że kolejna osoba wpadła w sidła depresji... rozumiem, że gorszy stan jest tylko przejściowy? jesień?
UsuńJesień... może. Może nałożenie się miliona problemów - ale przecież tak jest zawsze, bo to życie. Ale tak już mam, lepsze i gorsze okresy... choć z przewagą gorszych. Ale nie, depresja nie :)
UsuńTo dobrze ;*
Usuń