Ale i tak nie mogę spać. W głowie wierci mi dziurę denerwująca
częstotliwość bzyczenia komara, za chwilę przelatuje on nad moim otwartym
okiem, aż czuję powiew powietrza na gałce ocznej. Jestem bliska nadania mu imienia
– w dzień często kręci się gdzieś w pobliżu, a gdy tylko w nocy gaszę światło –
wybiera sobie moje ucho jako miejsce na nocną imprezę. Próbowałam go zabić, ale
chyba jest nieśmiertelny.
Podobnie jak ludzie w moim życiu. Miotam się między
łaknieniem samotności a rozpaczliwą potrzebą drugiego człowieka. Zachowuję
dystans, druga osoba oddala się, a ja jej na to pozwalam. I tylko w nocy czasem
przychodzą wspomnienia, przychodzi „a gdyby”. Nasze rozmowy i wspólny czas
razem były fajne, ale samotność jest dużo mniej skomplikowana. Zaraz
wspomnienia zblakną, a w moim życiu pojawi się następna ofiara.
Dobre wspomnienia zakopują się gdzieś w otchłani mojego
zszarganego umysłu, złe tym bardziej. Ale czasem wracają. Dobre zwykle
przywołują złe, tak więc jakby ich nie było. A złe… nie wiem, jak mam żyć,
skoro zwykłe rzeczy wywołują we mnie traumę. A prawdziwa trauma drzemie w
ukryciu i tylko czekam, aż zaatakuje z wielką siłą, tak jak kiedyś.
ja sie boje ciemnosci i nocy, dlatego strasznie jej nie lubie.
OdpowiedzUsuńz wlasnego doswiadczenia wiem, ze niewarto gdybac. uwierz mi. nie warto zyc tym co bylo. warto pamietac tylko te dobre chwile. widocznie tak musialo byc... kiedys do tego dojrzejesz, tak jak i ja;) glowa do gory, wieeem, latwo mi mowic...