16 września 2013

z ukrycia

Czasem jest już tak źle, że, jak zranione zwierzę, uciekam i zamykam w kokonie obojętności. Wokół jest nicość, nie ma mnie, jest tylko świat, a ja dryfuję gdzieś obok własnej jaźni; nie ma przeszłości, wspomnień z czasów, gdy byłam małą dziewczynką, nie ma bólu wywołanego przeszłymi ranami, nie ma nadziei na przyszłość ani gniewu na to, jak jest.
W takich chwilach myślę sobie: teraz mogłabym umrzeć.
Bo jest mi wszystko jedno, nie miotałabym się więc w strachu przed nicością, rozpaczliwie pragnąc zaczerpnąć jeszcze choć jednego oddechu – bo po co, bo przecież i tak za parę sekund umrę, jak każdy z nas.
Ale łaska nie nadchodzi, czas mija, kokon się rozpada, a ja szepczę: do następnego...

1 komentarz:

  1. Spróbuj ponazywać tę "nicość", po kawałeczku oswajać. Zranione zwierzę też w końcu wychodzi z ukrycia. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń