Zamykane drzwi, śmiech dzieci za oknem, uścisk silnych palców
na nadgarstkach, słowa, słowa moje, a jednak nie moje, i oczy, oczy tak
znajome, ale tak obce.
Czasem to wraca, wraca jakąś piosenką, jakimś dźwiękiem,
wspomnieniem, myślą, uczuciem. I znów przez chwilę rozsypuję się w środku. Tak
jak kiedyś się rozsypałam, tak jak kiedyś nie było mnie ponad rok. Nie wiem,
jakim cudem jeszcze istnieję. I żyję w normalnym świecie.
Zapomniałam i cieszę się z tego, ale trochę mnie to
przeraża. Bo to wszystko naprawdę się zdarzyło. I może to jeszcze nie koniec.
To nigdy nie jest koniec.
Wspomnienia lubią atakować bez sensu w najdziwniejszych
momentach. A ja mam 20 lat i żadnych czysto dobrych wspomnień. Żadnych
radosnych. Żadnych szczęśliwych. Same złe i same zbrukane.
Dlatego lubię metal. Pozwala zagłuszyć myśli gdy myślę,
że zaraz wybuchnę.
Niestety wspomnienia, zwłaszcza te złe mają to do siebie, że pojawiają się gdy najbardziej ich nie chcemy i próbujemy o nich zapomnieć. A one wracają i wracają.
OdpowiedzUsuńPróbuję je ignorować, nawet nie zapomnieć, bo po prostu odepchnąć je od siebie. Ale jesień znów je przypomina.
Dokładnie tak. Fajnie byłoby mieć jakiś magiczny lek na wspomnienia... Żeby siedziały sobie gdzieś spokojnie i się nie wychylały. Może całkiem ich zapomnieć to bym nie chciała, bo nawet te złe - a może zwłaszcza one - czegoś mnie nauczyły...
Usuń