Z każdej strony coś mnie gryzie, coś mnie boli, coś
łaskocze mój mózg i szepcze: nie dasz rady, nie dasz rady…
A w nocy ciemność zaciera kontury mnie.
Nie czuję się sobą, nie wiem kim jestem i przeraża mnie
to. Siedzę bez ruchu, bo gdy się poruszę – mam wrażenie, że mogę zaraz zniknąć.
Moim ciałem wstrząsają dreszcze, spazmy tak silne, że od zaciskania szczęki
boli mnie skroń.
Wiem, że zaraz coś się stanie.
Czekam na nieuniknione, tak się boję. Używamy słów: boję
się, ale większość z nas nie wie, jak ogromne rozmiary może przybierać to
uczucie. Większość z nas nie wie, czym jest prawdziwy lęk.
Coś mdłymi falami wzbiera w moich żebrach, w moim gardle.
W bezpiecznych czterech ścianach – ale jestem jak zwierzę,
żadnych myśli, żadnego rozumu; próbuję znaleźć choć jedną logiczną myśl, ale
czuję, jak mój rozsądek chowa się gdzieś w bezpiecznym miejscu, ucieka przez
tsunami w mojej głowie, w moim ciele.
Jestem uruchomiona w trybie awaryjnym.
Tylko instynkty, a właściwie tylko jeden – UCIEC.
Tylko dokąd? Dokąd ucieka się przed samą sobą?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz