A najbardziej na świecie chciałabym, by moje życie było
kiedyś ciekawe, ekscytujące, żebym każdego dnia szła spać, nie mogąc doczekać
się następnego, i wstawała, ciesząc się jak dziecko. Choć miałam tak,
przez jakiś czas, przez parę chwil, niedawno, w czasie jednego z lepszych lat
mojego życia.
Ale to minęło.
Cokolwiek robię, czuję w środku ten ucisk, nadchodzący
falami. Lęk. Oglądam film i się boję. Uczę się i się boję. Czytam książkę i się
boję. To wyczerpujące. I ciągle ten szept w mojej głowie: umrzesz, umrzesz…
A gdy raz czy dwa w życiu zdarzy się coś, czego bałaś się
najbardziej na świecie, o czym myślałaś, ale mówiłaś sobie: tak nigdy się nie
stanie, to przestajesz być optymistką. Albo nawet realistką. Chociaż nie: realnie
i logicznie myślisz, że wszystko może się zdarzyć, i boisz się wszystkiego, co
tylko może wymyślić twój umysł z nad wyraz aktywną – wtedy, kiedy nie trzeba – wyobraźnią.
nie bój się, strach ma przereklamowane oczy :)
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam ten wpis i wzbudziłaś we mnie taką chęć, by wypić z Tobą kawę, wesprzeć, porozmawiać, pokazać własny świat - bez większych lęków... Chciałabym powiedzieć Twojej wyobraźni, że nie musi wyobrażać sobie takich złych rzeczy:(
OdpowiedzUsuń