Przeraża mnie wizja wiecznego załatwiania różnych rzeczy,
zaliczania, biegania. Ale głównie przeraża mnie znów życie na własny rachunek.
Lubię takie życie, ale dopiero, gdy się przyzwyczaję. Po tak długim czasie w
domu… może być ciężko. Poza tym, mimo wszystko, jakiś niepokojący jest cichy
pokój bez wkurzającej muzyki siostry zza ściany czy okropnego wycia odkurzacza
z dołu.
Smuci mnie to, że znów będę miała mało czasu na wszystko.
Zajęcia, zakupy, gotowanie, jeden odcinek serialu do obiadu – i już jest
wieczór. Przez wakacje zaprzyjaźniłam się ponownie z językami, wpadłam po uszy
w miłość do rosyjskiego – nie wiem, czy mój i tak już słomiany zapał nie
upadnie, gdy będę miała tylko wieczory i zmęczony umysł. Poza tym… koniec
budzenia się o 9 czy 10 i wylegiwania się z książką w łóżku, słuchając
chrapania psów śpiących w moim pokoju.
Ale mimo wszystko, cieszy mnie powrót na moją Alma Mater.
Wciąż nie wiem, czy mój kierunek jest tym, w czym widziałabym siebie w
przyszłości. Ale zajęcia są w większości bardzo ciekawe. I trochę już tęsknię
za notowaniem na wykładach, białym fartuchem, badaniem śliny lub upijaniem się
oparami etanolu…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz