14 stycznia 2013

bad trip

Mam 20 lat (boże, jak to staro brzmi…), tylko 20 lat, a przeszłam całkiem sporo. Nie tak bardzo sporo, jak ułamek społeczeństwa, ale dużo więcej, niż większa jego część. Dlatego nie lubię, gdy ludzie wyolbrzymiają swoje problemy i przejścia, gdy rozpaczają, bo ktoś ich rzucił, bo nie zdali matury, bo rozwodzą się jego rodzice. Dla każdego jego problem jest największy, to jasne, ale inni mają gorzej. Zazwyczaj. I właśnie dla tych ludzi takie zachowanie jest szczególnie irytujące.
A jednak ostatnio sama zaczęłam wyolbrzymiać swoje zwyczajne problemy. Sesję, naukę. I przyszła mi do głowy myśl, że mogłabym mieć dużo więcej na głowie. Jak kiedyś. Że nagle mogłoby się coś stać. Że mogłabym ciężko zachorować albo coś jeszcze gorszego. Ale ta myśl nie pocieszyła mnie, wręcz przeciwnie… Przestraszyłam się. Nagle – to kluczowe słowo tu. Nagle jest przerażające. Już parę razy tak miałam – wychodziłam w życiu w miarę na prostą, a nagle bach – zawalone życie, znów trzeba się odkopywać spod gruzów. Coś jak wypadek samochodowy – straszne, nagłe i długo trzeba się po tym zbierać. Coś takiego, przy czym wszystkie te nasze ogromne problemy, które mieliśmy przed chwilą, wydają się niczym, aż w końcu znikają. A inni ludzie zaczynają irytować.
Ja chyba potrzebuję kogoś, kto by mnie ochronił przed tym wszystkim, przed takimi ponurymi myślami… Nie, to pretensjonalne.
Swoją drogą, sesja ma i dobre strony – nie myślę o rzeczach, o których nie powinnam była, które doprowadzały mnie do szału. Ale w sumie, co za różnica, z jakiego powodu nie mogę zasnąć...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz