Sesja mnie wykańcza, a wpisy i stres z nimi związany są gorsze dla mnie od zaliczeń.
Mówią, że sesja jest gorsza niż matura. Nie gorsza, ale inna. Stres jest
bardziej długotrwały. Ale i tak najgorszy ze wszystkiego był egzamin na prawko…
A ja beznadziejnie się wszystkim przejmuję. Nie mam żadnych tyłów, braków, niezaliczonych rzeczy, a schizuję
gorzej niż wszyscy inni.
I ciągle jem. Czekoladę, mandarynki, kanapki, lody,
ciastka. Leń i obżartuch…
Jutro egzamin, a ja nie mam siły się uczyć, oglądam seriale i nie zarywam nocy, joł.
Ale mam dobry humor. I zdałam sobie ostatnio sprawę, że mimo tych wszystkich okropieństw w moim życiu, z którymi tak długo się męczyłam i które nadal czasem do mnie wracają, zaczyna mi się coś powoli układać. Żyję, i to żyję w miarę normalnie, a to jest naprawdę coś.
Jutro egzamin, a ja nie mam siły się uczyć, oglądam seriale i nie zarywam nocy, joł.
Ale mam dobry humor. I zdałam sobie ostatnio sprawę, że mimo tych wszystkich okropieństw w moim życiu, z którymi tak długo się męczyłam i które nadal czasem do mnie wracają, zaczyna mi się coś powoli układać. Żyję, i to żyję w miarę normalnie, a to jest naprawdę coś.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz