Ten dzień był świetny. Ten dzień był jak kolorowa kartka
w białym notesie. I to było jednocześnie dobre i złe. Bo już się pozbierałam, a
tu nagle kolorowa kartka, szok, upicie się radością życia, jej głosem i brązem
jej oczu. Ale to tylko jedna kolorowa kartka…
Problem w
tym, że to nie wszystko, że to nie o to chodzi.
Biel, biel była dobra. Znajoma. Czuję zamęt. Niedefiniowalny zamęt i
łaskotanie w środku. Wszystko
wywrócone do góry nogami, emocje znikąd, zmiany. Jestem zbyt podatna,
zbyt chwiejna, zbyt delikatna. Ulegam wszelkim podmuchom tak łatwo, jak
liść
na wietrze... Dlatego
właśnie staram się utrzymywać siebie i moje życie na stałym, bezpiecznym
poziomie.A tu nagle - kolorowa kartka...
Nienawidzę tego, że czuję się tak, jakby światło wróciło
do mojego życia. Ale to światło mnie oślepia, bo już przyzwyczaiłam się do
ciemności. A przecież dobrze wiem, że lepiej żyć w spokoju, niż być
szczęśliwą przez chwilę, by zaraz potem to stracić. A ja za szybko staję się
szczęśliwa.
Chcę moją ciemność. Moją ciemność, która powoli stała się
zwyczajną szarością. Szarość jest dobra.
Tak to jest, gdy się lata, a potem spada na ziemię i trzeba chodzić. Lepiej
nawet nie próbować latania. Stare, dobre chodzenie jest dobre.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz