8 stycznia 2013

I wanna fly...!

Czas siania i zbierania, czas spania i wstawania, pomyślałam sobie dziś w nocy. Jest względny. Zasypianie o 23 albo 3. Albo o 15. Budzenie się o 4 albo 11. A jeśli już w miarę normalnie mi się śpi, to pojawiają się dziwaczne sny. Te dziwaczne nie są takie złe, mają coś w sobie. Ale te koszmary, zawsze takie same, od tamtego wydarzenia co jakiś czas mnie męczące… Znów ten lęk, ta bezsilność, to nie koniec. Sen następujący po śnie, a w każdym ktoś, kto chce mnie dopaść. I coś nowego – ona w roli bohaterki, która mnie ratuje, rycerz na białym koniu o przepięknym uśmiechu…
A już było dobrze, wpasowałam się w tryb normalnego życia, życia tuż przy ziemi. Ale ja nie chcę stąpać po ziemi, ja chcę latać! A nie mogę, więc wraca wszystko, co mnie męczyło przez ostatnie parę lat. I znów dręczy mnie samotność, choć przecież się przyzwyczaiłam, choć przecież ją lubię! Ale nie – wraca wspomnienie smsów, przytulania, uścisku dłoni. Wraca pragnienie pocałunków i spojrzenia pełnego miłości. Wraca wspomnienie przyjaciółek, z którymi tak dawno temu dzieliłam codzienność. Wraca wspomnienie kogoś, kogo mogłabym nazwać bratnią duszą, ale jak zawsze wszystko spieprzyłam. Wracają marzenia, których brak możliwości spełnienia doprowadził mnie do takiego stanu…
Ale przynajmniej mam „moje tabletki na głowę”. I piwo w lodówce. I seriale.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz