6 września 2013

blessing in disguise

Gdy dzieje się coś złego, często się pocieszam, że mogło być jeszcze gorzej. I tylko boję się momentu, kiedy nie będę mogła wymyślić niczego gorszego… ten moment jeszcze nie nadszedł, ale czasem czuję, że jest blisko. Chociaż może zawsze będzie coś gorszego. Świat jest straszny, ludzie są straszni, na pewno zawsze będzie coś gorszego.
A nawet jeśli nie, to pozostaje szukanie „szczęścia w nieszczęściu”. To też pomaga, czasami. Nawet, kiedy rozważasz sytuację tak straszną, że to niby „szczęście” brzmi zupełnie niepoważnie, aż śmiesznie. Coś jak: dobrze, że skoczyłam z drugiego piętra – przynajmniej teraz wiem na pewno, że nie umiem latać.
I tylko te samotne chwile za kierownicą pozwalają mi na krótką chwilę oderwać się od wszystkiego. Mała przestrzeń, gdzie jestem tylko ja i moje myśli. Szum kół na asfalcie. Uczucie, gdy dodaję gazu i silnik wyje. Skok adrenaliny przy wyprzedzaniu. Wschód słońca nad polami, z każdą minutą wyglądający inaczej. Albo ciemna noc i tylko dwie smugi światła przede mną, taki ciemny tunel, a ja – bezpieczna. Taka mała kapsuła, do której możesz wsiąść i na chwilę odlecieć gdzieś daleko. A pomyśleć, że prawie mnie to ominęło… A pomyśleć, że za jakiś czas może będę musiała z tego zrezygnować.

2 komentarze:

  1. Dlaczego chcesz rezygnować z tego co sprawia Ci przyjemność?
    Jeśli masz w życiu coś co kochasz powinnaś o to walczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby to było zależne ode mnie to pewnie, walczyłabym, nie zrezygnowałabym za nic w świecie - ale niestety, na pewne sprawy nic nie można poradzić.

      Usuń