21 września 2013

rozdziobią nas

Nie myślę o przeszłości. Nie wspominam miniętych bólów, cierpień, rozczarowań. Rozczarowanie… jakie to łagodne słowo. Aż chce mi się śmiać. Chciałabym powiedzieć, że osoba, której ufałam prawie najbardziej na świecie, zawiodła moje zaufanie – bo to jest tak mało, zawieść zaufanie…
Zamykane drzwi, śmiech dzieci za oknem, uścisk silnych palców na nadgarstkach, słowa, słowa moje, a jednak nie moje, i oczy, oczy tak znajome, ale tak obce.
Czasem to wraca, wraca jakąś piosenką, jakimś dźwiękiem, wspomnieniem, myślą, uczuciem. I znów przez chwilę rozsypuję się w środku. Tak jak kiedyś się rozsypałam, tak jak kiedyś nie było mnie ponad rok. Nie wiem, jakim cudem jeszcze istnieję. I żyję w normalnym świecie.
Zapomniałam i cieszę się z tego, ale trochę mnie to przeraża. Bo to wszystko naprawdę się zdarzyło. I może to jeszcze nie koniec. To nigdy nie jest koniec.
Wspomnienia lubią atakować bez sensu w najdziwniejszych momentach. A ja mam 20 lat i żadnych czysto dobrych wspomnień. Żadnych radosnych. Żadnych szczęśliwych. Same złe i same zbrukane.
Dlatego lubię metal. Pozwala zagłuszyć myśli gdy myślę, że zaraz wybuchnę.

2 komentarze:

  1. Niestety wspomnienia, zwłaszcza te złe mają to do siebie, że pojawiają się gdy najbardziej ich nie chcemy i próbujemy o nich zapomnieć. A one wracają i wracają.
    Próbuję je ignorować, nawet nie zapomnieć, bo po prostu odepchnąć je od siebie. Ale jesień znów je przypomina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak. Fajnie byłoby mieć jakiś magiczny lek na wspomnienia... Żeby siedziały sobie gdzieś spokojnie i się nie wychylały. Może całkiem ich zapomnieć to bym nie chciała, bo nawet te złe - a może zwłaszcza one - czegoś mnie nauczyły...

      Usuń