1 września 2013

discordia

Ciśnienie wyjebane w kosmos, serducho nadające na jakichś dziwnych falach, ból wszystkiego w środku i nie tylko w środku, skoki wszystkiego, co tylko możliwe – począwszy od temperatury, przez wspomnianą już pikawę po nastroje.
Czuję się, jakbym miała zaraz zwymiotować własną duszę.
Bo chęć do życia i nadzieja na przyszłość już dawno temu postanowiły się ewakuować z tego skażonego środowiska z mrugającymi wszędzie czerwonymi, alarmującymi światłami.
Chaos totalny. Szalejąca entropia.
Zastanawia mnie, czy kiedyś będę normalnie żyć, jak każdy normalny człowiek. Chyba nie.
Nawet nie wiecie, jakie macie szczęście.

4 komentarze:

  1. zawiało jesiennie. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Czuję jakbym czytała o mnie dzisiaj.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wbrew temu, co chciano mi wpoić w ciągu 5 lat studiów, nadal jestem zdania, że normalność jest pojęciem względnym.

    Mamy szczęście - bo każdy ma jakieś szczęście, tylko nie każdy zdoła je dostrzec.

    Pozdrawiam ciepło, życzę powrotu równowagi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że normalność jest pojęciem względnym - ale normalność czyli bycie sobą, myślenie po swojemu, robienie po swojemu to jedno, a normalność w sensie normalnego (pod jakimkolwiek względem) życia, to co innego... Ale cóż, pewnie każdy ma jakieś tam swoje demony, jeden większe, drugi mniejsze ;)

      Usuń