Czuję się, jakbym miała zaraz zwymiotować własną duszę.
Bo chęć do życia i nadzieja na przyszłość już dawno temu
postanowiły się ewakuować z tego skażonego środowiska z mrugającymi wszędzie
czerwonymi, alarmującymi światłami.
Chaos totalny. Szalejąca entropia.
Zastanawia mnie, czy kiedyś będę normalnie żyć, jak każdy
normalny człowiek. Chyba nie.
Nawet nie wiecie, jakie macie szczęście.
zawiało jesiennie. pozdrawiam
OdpowiedzUsuńCzuję jakbym czytała o mnie dzisiaj.
OdpowiedzUsuńWbrew temu, co chciano mi wpoić w ciągu 5 lat studiów, nadal jestem zdania, że normalność jest pojęciem względnym.
OdpowiedzUsuńMamy szczęście - bo każdy ma jakieś szczęście, tylko nie każdy zdoła je dostrzec.
Pozdrawiam ciepło, życzę powrotu równowagi ;)
Oczywiście, że normalność jest pojęciem względnym - ale normalność czyli bycie sobą, myślenie po swojemu, robienie po swojemu to jedno, a normalność w sensie normalnego (pod jakimkolwiek względem) życia, to co innego... Ale cóż, pewnie każdy ma jakieś tam swoje demony, jeden większe, drugi mniejsze ;)
Usuń