Czasem sobie myślę, że lepiej by było umrzeć, bo i tak
nic nie wnoszę do tego świata, a do życia innych ludzi – tylko złe rzeczy. A
najbardziej ranię siebie samą. Dlatego… może lepiej byłoby umrzeć.
Mówię sobie, że nic mi nie jest, bo nie mam prawdziwej depresji,
znam różnicę, i przecież nigdy się nie zabiję, wiem to, boję się śmierci i nie
chcę umierać, a przede wszystkim – bałabym się cokolwiek sobie zrobić. Poza tym
świat jest piękny – tylko czasem nie umiem tego dostrzec. Ale czy nie jest
niepokojące samo to, że o tym myślę? Że czasem wyobrażam sobie, jak zjeżdżam na
przeciwległy pas jezdni wprost pod rozpędzonego TIRa? Że będąc pod prysznicem widzę
oczami wyobraźni, jak wraz z wodą spływa moja krew? Że czasem wodzę palcem po
nadgarstku z dobrze widocznymi liniami żył i myślę sobie: wystarczy jedno
cięcie…?
Życie jest nie do wytrzymania na trzeźwo; mam wielką
ochotę naćpać się serotoniną. Ale póki co, pozostaje mi chlanie litrami
podwójnej melisy. Nie żeby to coś dawało.
Próbuję Ci napisać jakiś komentarz, ale nie potrafię ubrać moich myśli w słowa. Śmierć to nie wyjście. A takie myśli chyba u każdego się pojawiają.
OdpowiedzUsuńI trzeba z nimi walczyć. Życie nie jest łatwe, ale ma wiele barw.
Dzięki :)
UsuńMyśli samobójcze to nie żarty. I nie najważniejsze jest to czy zamierzasz je wprowadzić w czyn czy nie. Ważne jest to co sprawia, że takie myśli w ogóle się pojawiają... I masz rację to, że o tym myślisz to jest niepokojące... Zachęcam Cię do wizyty u psychologa - zawsze można spróbować, nic nie stracisz na pewno a możesz wiele zyskać.
OdpowiedzUsuńTrzymaj się!